O mnie, Księga, Dodaj, Linki




Powrót

71.

wtorek, 28.kwietnia.2009, 10:42
Po rozmowach z Autorką ocena uległa edycji.

Zobaczymy co słychać na dalekim wschodzie. Oto pan Виктор Схикасхев.

Pierwsze wrażenie: Chikachev? To ten malarz? E, chyba nie, może ktoś z jego rodziny? Znane w Rosji nazwisko, co jest dobrym chwytem. Ciemno tu. Jedyne światło na szablonie zostało zasłonięte przez mordeczkę głównego bohatera – jak mniemam. „być jak Victor Chikachev” to napisał jakiś fan? Albo sam V. jest narcyzem, to by nawet pasowało. Z drugiej strony, mało widoczny, bo niemal zlany z obrazkiem, cytat z „Makbeta”. I „Nevermind”, czy to tytuł opowiadania? A może tytuł jest nieważny? No dobra, narobiłaś tajemniczo. Ale podoba mi się ten pan na obrazku, mimo że fajka zaraz mu wyleci. I tak czuję, że napsuję tu sobie oczy jak nigdy jeszcze.
8/10

Pomysł: Śmierciożerca, tak, genialny pomysł. Dość już Huncwotów, Lilek, zakonników i animagów. Tylko, że śmierciożerca to wyzwanie, nie tyle dla samego bohatera, ile dla autora. Podoba mi się, że to nie Angol tym razem, tylko Rosjanin, kolega Dołohowa i uczeń Durmstrangu. Tak, zapowiada się ciekawie jak reklama herbaty Lipton trójkąciki.
4/5

Fabuła: Zaczyna się od prologu. Och, nie cierpię ich, naprawdę. Ten nie należy do najgorszych, ba, nawet niezły jest, ale i tak nie zapałam do nich miłością szczególną. Dowiadujemy się tutaj o istnieniu niejakiego Victora Chikacheva, postać – jak sądzę – absolutnie Twoja. Uczestniczymy w szopce zwanej procesem, gdzie nasz bohater oskarżany jest o szachrajki z niejakim Lordem V. Po procesie czas na reminiscencję dotyczącą szkoły, tak w ogóle. I komunikat, że odtąd czytelnik zapozna się z losami pana Chikacheva i dowie się jak trafił przed sąd Wizengamotu. Czyli wiemy już dosłownie wszystko, a teraz tylko formalności – czytanie dla czystej przyjemności. Pierwszy rozdział wita nas listem od pani Chikachev, która beszta syna, jak się później okazuje, za wtargnięcie do damskiej toalety. Faktycznie, zaczyna się niewinnie. Dowiadujemy się też o zaginięciu brata głównego bohatera – Michaiła oraz poznajemy jego przyjaciół, zwyczaje, szkołę, nauczycieli itd. Pojawia się też wątek szaleńca miotającego avadą na zachodzie. Artykuł z „Feniksa” spowodował duże poruszenie, nie tylko u Dolohova, ale także wśród innych uczniów – toczą się dyskusje, spekulacje. Pojawia się też Nadia, pierwsza miłość Victora. Życie dalej toczy się spokojnie, wszak Anglia jest daleko, daleko, można zająć się grą w kości, albo narzekaniem na własną głupotę. Jednak jest coś, co zaczyna wprowadzać Victora na nową drogę – list brata i tajemnicza przesyłka. W następnym rozdziale nasz bohater i Antonin udają się Talavat, magicznej wioski niedaleko szkoły. Przyznam szczerze, spodobało mi się tu bardziej niż w Hogsmeade. Przy okazji poznajemy Sashę i otrzymujemy świeże informacje o wspomnianym wcześniej szaleńcu z Brytanii. Chłopcy wymieniają się poglądami, ale miłą konwersację przerywa pojawienie się tajemniczego Rollinsona. Następnie mamy egzamin z czarnej magii i szlaban. Podoba mi się klamra kompozycyjna w tym rozdziale. W życiu Chikacheva dzieje się coraz więcej. Ładnie przedstawione rozmyślania i analiza psychiki chłopca pod koniec rozdziału piątego. Podczas przerwy świątecznej dochodzi do pewnego, nazwijmy to tak – zbliżenia z Nadią. W zestawieniu z tą panną poznajemy Victora jeszcze lepiej. Wątek miłosny naprawdę wyszedł kiczowato, tak jak napisałaś w notce odautorskiej. Najgorsze były te powtórzenia opisujące pierwszą-ochach!-miłość. Myślę, że skoro chciałaś zbudować pewien klimat (bo chyba o to chodziło) wystarczyło by powtarzanie tylko jednej sentencji np. to, że pierwsze miłości (ochach!) są takie niewinne. Nie ta jednak sprawa powoduje niepokój Victora. Misha wrócił z Anglii zmieniony nie do poznania – brat, który był naszemu bohaterowi bardzo bliski, nagle stał się obcym. W ostatnim rozdziale dzieje się wiele. Znów trochę wątków miłosnych, zapewnie dla rozluźnienia (choć efekt może być odwrotny) atmosfery. Na pierwszy plan wychodzą jednak dwa morderstwa. I Victor zaczyna się gubić. Sens? Co za sens jest w świecie, w którym własną osobowość trzeba głęboko zakopywać? Filozoficzne rozmowy wieczorami (dobra metafora z tym wodospadem). I pojawia się pan Caradoc Dearborn, jakże naiwny idealista. Tu nasz kowboj wreszcie rusza w swoim kierunku.
Trochę się to wszystko wlecze. Mimo to nie ma nudy, Twoje opisy są bardzo barwne i ładne, przez to czyta się je przyjemnie. Nie powalasz metaforami z kosmosu, Twój język jest odpowiednio bogaty, ale nie kwiecisty. W którymś rozdziale to nawet zdziwiłam się, że już koniec. Chyba takie właśnie ma być, ostatecznie koniec historii już znamy. Podoba mi się, że nie wrzucasz naraz wszystkich bohaterów, ani nie przepisujesz do pierwszego rozdziału „notatnika autorki”. Pojawiają się wątki poboczne, sprawy szkolne i sercowe, które na główną treść nie mają większego wpływu, a opisywane są lekko. Rozdziały są tytułowane, dość trafnie.
13/15

Bohaterowie: To przede wszystkim Victor Chikachev i jego dwaj przyjaciele z Domu Wilka- Antonin Dolohov i Igor Karkarow. Pojawia się także Nadia, Sevastian, siostry Marinin i nauczyciele. Nie mogę pominąć Michaiła Chikacheva, który narobił sporo zamieszania w życiu młodszego brata. Więc po kolei, jak to mawiają.
Victor. Taki sobie chłopaczek, trochę łobuziak, osiemnastoletni uczeń Durmstrangu z Domu Wilka, co jakże wiele mówi nam o jego mrocznym charakterze. Cicho (dosłownie) podkochuje się w Nadii Krosienko, przy której zapomina języka w gębie, a także o istnieniu jakichkolwiek manier. Nasz bohater, jest, jak mniemam, nieco rozpieszczony, przy czym cholernie leniwy i trochę sierota. Nie zapałałabym do niego w żadnej mierze sympatią, gdybym za Twoją Autorko, sprawą nie poznała jego kowbojskich przemyśleń. Prywatnie oddam, że Victor ze swoimi za długimi włosami i flegmatycznym usposobieniem przypomina inną sierotkę, rodem z mojej klasy, który jest jednak sympatyczną sierotką. Dlatego Twojego kowboja też nie spisuję na straty.
Z przyjaciół, bliższym głównemu bohaterowi wydaje mi się Antonin. Jego matkę zabił Grindelwald, co do tej pory głęboko przeżywa. Jest wychowywany przez nieco despotycznego ojca, jak się domyślam. Czyli też ofiara losu. Podobnie jak ten wyżej, nie jest wzorowym uczniem ani wychowankiem. Chyba łamanie zasad ma jakoś we krwi i nie mógłby bez tego żyć. Znaczy bez zasad nie mógłby żyć, bo nie byłoby się czemu buntować. Buntownik z wyboru, zdecydowanie. I takich lubię. Naprawdę, mój wzrok płonie pożądaniem, gdy patrzę na Twojego Dolohova.
Ostatni z Świętej Trójcy, czyli Igor, nie jest już tak zarysowany jak jego towarzysze zabaw i trochę też się od nich różni. Zdecydowanie lepszy uczeń i nieco bardziej zdyscyplinowany. Pokazujesz wyraźnie, że Karkarow ma zapędy na nauczyciela. Obiekt westchnień brzydkiej Sashy, a później przypuszczalnie zwierzyna łowna dla pięknej Ariny. Śmieszny jest, powiem szczerze. Chyba pełni mniej więcej podobną funkcję jak panna G. w innym wyśmienitym trio. W ostatnim rozdziale dowiadujemy się o nim nieco więcej, to znaczy „Jaki byłby Igor Starszy?”. Dowiadujemy się też, że do zmiany porządku świata entuzjazmem nie pała.
Te trójka kojarzy mi się z innymi rozrabiakami w szkole magii. Do zobaczenia za kilka lat w Hogwarcie? Ostatecznie, schematów nie unikniemy. Twoi panowie nie powalają na kolana, ale mają swój urok (raczej dwa – ten typowy i ten prywatny).
Kiedy przyjaciół mamy z głowy, na pierwszy plan wysuwa się Misha. Starszy brat naszego kowboja, który najpierw ginie bez słuchu, a później pod wpływem jakże sugestywnej wiadomości od Victora, pojawia się tłumaczenie, iż znalazł swoją drogę na zachodzie, a konkretnie, na Wyspach Brytyjskich. Tam ma pracę i przyjaciół, zapewne spod ciemnej gwiazdy. Pierwej wysyła Victorowi tajemniczą paczuszkę, którą chłopak ma przekazać innemu nieprzyjemnemu typkowi, a która może wpłynąć na śmierć niewinnych ludzi. I chyba ma coś wspólnego z śmiercią starszego kuzyna. Michaił to ten niezbędny czarny charakter.
A teraz kilka chwil dla pań, które również grają w tym spektaklu. Nadia Krosienko, prawdopodobnie rówieśniczka naszych bohaterów, dziewczyna o pospolitej urodzie i charakterze. Nieco naiwna romantyczka. To właśnie w niej kocha się Victor. Być może, nawet więcej niż być może, kocha się z wzajemnością i beznadziejnie. Z wzajemnością wiadomo – panienka pierwsza wyciąga rękę i łapie Chikacheva na eliksiry i walizkę. Beznadziejnie, bo ten niewiele uwagi zwraca na jej trudy, raczej zajmuje się tym, co sam mógłby zrobić. Lecz nie robi nic i tak to chyba będzie się ciągło, a potem kowboj będzie miał pretensje do całego świata, jak panienka się nim zmęczy. Coś nam to przypomina? Kilka lat później w Hogwarcie? Przy okazji wspomnę o jej przyjacielu – Sevastianie Sorkinie. Biedak, chyba też kocha się w Nadii, a przy okazji podpada Victorowi. Współczucia.
Siostry Sasha i Arina Marinin, brzydka i piękna. Ogień i woda. Sasha na szóstym(?) roku została wydalona ze szkoły za słabe wyniki i teraz pracuje u ojca w knajpie. Jest naprawdę ładnie przedstawiona i mam nadzieję, że Autorka stworzyła ją nie tylko dla pana Igora, albo dla porównania z siostrą. Wybitnie brzydka, trochę dziwadło, lecz o bogatym wnętrzu. I bez żadnych szans na przyszłość. Druga Lolita jest – jak wspomniałam – całkowitym przeciwieństwem siostry. Piękna, zdolna i takie terefere. Nie zapominajmy o okrucieństwie, bo niby dlaczego to czepia się pana Karkarowa?
Profesor Elizaveta Nerateva, która oprócz nauczania alchemii, pracuje pełno etatowo jako pokusa dla szukających wrażeń uczniów Durmstrangu. Pośród naszych trzech kowboi tym najbardziej poszukującym okazuje się pan Dolohow. Ostatecznie o profesorce wiemy nie wiele, tylko tyle, że ma dobry gust i ładny tyłek. Ale rozwiniesz to, prawda?
Inni nauczyciele są na ogół wredni i wymagający, czyli tak jak być powinno. Z bohaterów to wszystko, pojawia się jeszcze rodzina Chikacheva, ale zdecydowanie nie wykorzystałaś okazji do przedstawiania ich podczas przerwy świątecznej. Więcej napisałabym o Blackach, dlatego musisz koniecznie dopracować czarodziejską arystokrację słowiańską. Generalnie, ładnie przedstawiłaś inne postacie, więc myślę, że także takowy opis nie sprawiłby Ci kłoptu.
Jeszcze słówko o założycielach. Najpierw trójka rodzeństwa, następnie „wątpliwej reputacji wilkołak” i uparta obrończyni niemagicznych. Sprytnie wymyślone i ładnie przedstawione, z charakterystycznymi cechami. Podobają mi się nazwy zwierząt plus łacina, naprawdę, dobra robota.
Twoim dużym atutem Autorko jest to, iż postaci nie zamieściłaś zbyt wiele, ale tym już istniejącym poświeciłaś dość sporo uwagi. Nie pogubiłam się, nie musiałam zaglądać co rusz do działu „o mnie”, a jednak wiedziałam wszystko, co konieczne.
8/10

Kanoniczność: Ostatecznie nigdzie nie powiedziano o jakieś bliższej lokalizacji Durmstrangu, więc możesz go wrzucić nawet na półwysep Czukocki, jeśli o mnie chodzi, naprawdę. Chociaż to byłaby już pewna przesada. Ale nie przesadziłaś. Przyjmuję Twoje wytłumaczenia o zbliżeniu systemu nauczania do Hogwarckiego, dość logicznie.
Teraz nieszczęsna znajomość panów Dolohova i Karkarowa. Generalnie, o ich wieku też nigdzie nie jest konkretnie powiedziane. Według angielskiej wikipedii Antek w 5 tomie, czyli w 1995 miał koło sześćdziesiątki, ale nie dam sobie niczego uciąć, bo mój angielski pozostawia sobie wiele do życzenia. O Igorze natomiast, nie znalazłam niczego. Skoro jednak uparcie twierdzisz, że to błąd, niech Ci będzie.
9/10

Marysuizm: No dobrze. Oni mogą naprawdę istnieć. Są tylko ludźmi.
10/10

Błędy: Nie ma ich za dużo. Było kilka tzw. zgrzytów w pisowni i samej oraz w świecie przedstawionym.
*„Nigdy uśmiechnięty, nigdy radosny(…)” – jakoś dziwne to brzmi. Nie mogłoby być „Nigdy nie był uśmiechnięty, ani radosny”? (rozdział 1);
* „Tia, pan połyka w całości(…)” – tia? (rozdział 1);
*„Biedny, naiwny Victor nie wiedział jeszcze, że oto rozpoczął się początek reszty jego życia.” – „początek reszty”? Tzn. co? Bo nie rozumiem. „początek końca”, „całkiem nowy etap/rozdział”. (rozdział1);
*„Jego myśli błąkały się chaotycznie w odmętach jego świadomości(…)” – bez któregokolwiek „jego” (rozdział2);
* „Chikachev zdmuchnął płomień, kołyszący się na przyświecającej mu lampce i wsunąwszy stary podręcznik pod pachę i - ku okrutnemu oburzeniu Vladimira, opiekuna zamkowych zbiorów - pognał wprost ku wyjściu, nie siląc się ani na dyskrecję, ani na utrzymanie wymaganej w bibliotece ciszy.” – bez „i” przed pauzą (rozdział2);
* „Choc, mam dla ciebie zadanie...” – chodź. Chyba, że miało być skrócone „chociaż”, to wtedy tylko ć (rozdział2);
*„- Dwa, dwa, trzy, pięć, sześc” – banalna literówka, ale co mi szkodzi (rozdział3);
* „Dziewczyna pokręciła nosem, szepnęła coś pod nosem i odeszła, by zrealizować zamówienie.” – myślałby kto, że tyle się z jednym nosem wydarzy. Zamiast szeptania pod nosem napisałabym „szepnęła coś niewyraźnie” (rozdział4);
*„Tymczasem chłopcy juz dopadli drzwi, już pchnęli klamkę, kiedy niefortunnym zbiegiem okoliczności wpadli prosto na profesora Federova.
Kiedy chłopcy wrócili do zamku, kiedy znaleźli się w okolicach Wilczych Nor - powitała ich jeno niewysłowiona cisza i nieogarnięty mrok.
” – chłopcy, chłopcy; kiedy, kiedy, już. Dobra, proponuję bez drugiego „Chłopcy”, a pierwsze „kiedy” zamienić na „gdy”, natomiast drugie na „i”(rozdział4);
* „Victor i Antonin wydali z siebie zgodny, przepełniony niewyobrażalnym dla zwykłego, prostego człowieka bólem jęk” – „Victor i Antonin wydali z siebie zgodny, przepełniony niewyobrażalnym – dla zwykłego, prostego człowieka – bólem jęk” tak bym to napisała, ale spytam jeszcze kogoś bardziej doświadczonego i dam Ci znać(rozdział4);
*„Było raczej chłodno - chłodno, ale pięknie.” – no, raczej, wszak zima na dalekim wschodzie. Skromnie proponuję „dość” zamiast nieszczęsnego „raczej” (rozdział5);
To powyżej, jest dla Twojej Autorko informacji, byś wiedziała, co poprawiać. A teraz coś, czego nienawidzę i co stawia Cię w złym świetle.
*„(…)Victor zamiatał kamienną posadzkę zamkowej jadalni.(…) Posadzkę wyłożono ciemnym drewnem.” – co w takim razie zamiatał, kamienie czy drewno? (rozdział2);
* „(…)on będzie mógł w spokoju pouczyc się na egzamin z właściwości korzeni roślin długowiecznych, jednak otoczenie skutecznie mu to uniemożliwiało. (…)Victor miał więc ciszę, miał spokój i miał materiały do nauki. Brakowało mu tylko odrobiny dobrej woli.” – w takim razie, to nie otoczenie było winne. I literówka – pouczyć (rozdział2);
*„Maluchy rozkładały talerze, podawały żywność, rozlewały napoje, ścierały ewentualne nieczystości. Wszystko zgodnie z tradycją.” – jeśli się nie mylę, w tradycji rosyjskiej panuje metoda zwana właśnie rosyjską (czasami rodzinną), gdzie wszystkie potrawy leżą na stole i każdy sam sobie nakłada. Aczkolwiek, jeśli Durmstrangu swoją nazwę wywodzi z niemieckiego, to może zwyczaje również są niemieckie (gdzie kelner uskakuje przy konsumencie jak skończony idiota i udaje, że życie odda za odpowiednie napchanie mu tyłka) zaś kolejność wchodzenia na jadalnię kojarzy mi się niebywale z wschodem (Litwa xD). Po prostu, hybryda z tej szkoły! Zaczerpnięcie nazwy z niemieckiego zrzucamy w całości na panią Rowling, ale Ty Autorko trzymaj się zasad Rosyjskich, skoro taki świat budujesz. A obowiązek milczenia przy stole też mi się jakoś z Rosjanami nie kojarzy (zwyczaje tzw. najazdów rodzinnych i picia wódki (nie nawalanie się, tylko kulturalnie) by łatwiej było rozmawiać), ale niech Ci będzie (rozdział4);
*„Ludzie - psy od zawsze go fascynowali.” – a nie ludzie-wilki? I bez spacji (rozdział4);
* „Z niewielkiego radyjka stojącego na komódce przy łóżku lecieli zabronieni przez socjalistyczną cenzurę Doorsi.” – och, obawiam się, że nie mógł ich słuchać. Zespół powstał w 1965, a według moich obliczeń akcja toczy się ok. roku 1950 lub nieco później (por. pkt. Kanoniczność)(rozdział6);
Jeszcze trzy rzeczy tyczące zapisu, na które chciałam zwrócić uwagę.
1. Zauważyłam, że w niektórych miejscach stosujesz krótkie myślniki, czyli dywizy, a powinny być półpauzy, czyli długie. Na niektórych czcionkach tego nie widać, ale tzw. minusy stosujemy tylko w łączeniach wyrazów np. biało-czerwony. W całej reszcie przypadków m. in. w dialogach – półpałzy.
2. Niepokoi mnie Twój sposób zapisu wypowiedzi bohaterów z notami odautorskimi. Też mam z tym zwykle problem i zawsze szukam po różnych książkach sposobu zapisywania długich wypowiedzi z częstymi wtrąceniami narratora. Ostatecznie, piszemy wszystko w jednym ciągu, bez akapitów (por. rozdział4).
7/10

Grafika i estetyka: Mówiłam na początku, że sobie oczy napsuję. Wieczorem, kiedy siedzę tylko przy lampce to widzę, owszem, wszystko widzę. Jednakże, gdy zasiadłam z zamiarem oceniania bloga w ciągu dnia li i jedynie się na klęłam, bo nawet spuszczenie rolet nie pomogło. Otwierałam rozdziały na „chybił trafił” i rzucałam mięsem. Oczywiście, niewiele to dało. Dodatkowo czcionka strasznie malutka, myślę, że gdybyś zwiększyła ją o jeden stopień, byłoby praktyczniej, szczególnie w wypadku menu.
Samo menu w porządku, jedynie spis treści niewygodny – jest taki kod, że kiedy nasuwa się kursor na linka, w rameczce wyświetla się tytuł, polecam go gorąco. Oprócz tego muzyka i linki. Najważniejsze podstrony, nad tekstem.
Szablon mroczny, z głównym bohaterem. Zarówno obrazek, jak i słowa z „Makbeta” budują pewny klimat. Dobrze, kiedy czytelnik wczuwa się zaraz od pierwszego wejrzenia.
Brakuje mi podpisu szablonu. Jest co prawda link do deviantartu, ale autor grafiki nieznany. To samo cytat z Makbeta, mogłabyś gdzieś na dole napisać, że to słowa Szekspira.
12/15

Dodatki: „Kilka słów” od autorki, w których podajesz najważniejsze informacje i pewne usprawiedliwienie. Krótko trochę. O genezie powiadania nie wiemy nic, a o sensacjach towarzyszących pisaniu już w ogóle. Dodaj tam coś jeszcze od siebie (nie o sobie, tylko o dziele).
Jest też muzyka, trzy utwory nawet, do wyboru, do koloru. Dodatek dobry, tym bardziej, że odpowiednio dobrany.
Spodobało mi się też intro z starej strony na mylogu. Ach i ten tekst z Pidżamy.
4/5

Ogólne wrażenie: Jest zima, jest wschód i jest piękne. Do tego plastyczne opisy, połączenie błahych spraw z tymi światowej wagi. W pewnym stopniu jest tez papranie się w ludzkiej psychice, tak jak to zwykle bywa z śmirciożercami. Dobrze wpływa na czytanie pewne wyporcjowanie w dodawaniu i dzieleniu rozdziałów. Tak, nie jest źle. Ten pomysł naprawdę jest dobry.
9/10

Łączny wynik to 84 punktów czyli Niemal oświecenie. Przykro mi, że wszyło, jak wyszło, ale myślę, że będzie tylko lepiej (u mnie i u Ciebie).
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


7 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

chikachev OFmylog.plwtorek, 28.kwietnia.2009, 18:48
77.253.251.93

Hm, pozwól, że troszkę się pobronię. Nie wszystkie Twoje przemyślenia wydają mi się sensowne.

Pierwsze wrażenie.

1. Nie możesz czepiać się o to, że Victor ma na nazwisko Chikachev, jak jakiś malarz, o którym w życiu nie słyszałam. Chikachev jest nazwiskiem rosyjskim, wcale nie rzadkim. To, że są znani ludzie, którzy je nosili, nie powinno być niczym specjalnie ujmującym. Nie wyobrażasz sobie nawet, ilu w Anglii chodzi Blacków i Potterów, chociaż sławnych nie znam, bo na Zachodzie się zmienia nazwisko, kiedy się staje sławnym. Ale znam trzy Kasie Kowalskie i raczej nie mam do nich pretensji o to, że nazywają się tak, jak podrzędna piosenkareczka pop polskiej sceny muzycznej.

2. "być jak Victor Chikachev" jest aluzją do surrealistycznego filmu "być jak John Malkovich". Jak Ty sobie wyobrażasz to, że Victor niby sam to napisał, i to na okładce opowiadania, które jest o nim? Napisane przez fankę? Możliwe, bo przecież przeze mnie.

3. Tak, tytułu opowiadania nie ma. I, przy okazji, nikt nie powiedział, że na szczycie zakładki ze stroną mojego bloga musi być tytuł opowiadania, które publikuje. Proszę, nie dajmy się zamknąć w żadnych schematach.

Pomysł:

Skoro wszystko gra, to punk odjęty za... ?

Fabuła:

Jeśli chodzi o wątek romantyczny, to te "ochy i achy" akurat były konieczne. Miały na celu podkreślenie naiwności i głupoty związku Victora z Nadią, a powtórzenia uwypuklały tę scenę. One nie były bezcelowe, były środkami stylistycznymi, spełniającymi swoją rolę. Zgodzę się z Tobą, że było to obrzydliwie cukierkowe i przesłodzone, ale na pewno zamierzone. Powtórzona sentencja ma do swoją rolę do spełnienia później, w kolejnych rozdziałach, bo przecież w końcu przestanie być tak miło i kolorowo, m ?
Metaforami z kosmosu nie powalam, bo używanie takowych byłoby po prostu śmieszne, patrząc na treść opowiadania. Metafory z kosmosu, które powalają na kolana, nie muszą być wszędzie. I nie wszędzie byłby "na miejscu". To strasznie głupia moda, ta na pisanie kilometrowych, przez nikogo nie zrozumiałych zdań, przepełnionych lirycznymi porównaniami, które bardzo ładnie brzmią, ale też bardzo mało pokazują.

Bohaterowie:

1. Victor jest, jaki jest, ale aktualnie jest uczniem szkoły, nie służącym Voldemorta i szeregów czarodzieja z całą pewnością nie zasila. Co się stanie, to się stanie, ale nie możesz wiedzieć, jaki Victor będzie wtedy. Człowiek się zmienia, ewoluuje, tak mówił p. Darwin.
2. Victor nazwał go Tonym raz, co nie jest błędem. Nikt inny tak do niego nie mówi, a i panicz Chikachev nazywa go tak od święta. Gdybym chciała używać tego częściej, używałabym. Nie wmawiaj mi, że wiesz lepiej, co chciałam napisać.
3. A po co czwarta ofiara losu? Kompletnie nie łapię Twoich sugestii, jakobym wzorowała się na Huncwotach. Czy Harry Potter to jedyna książka o szkolnych rozrabiakach, jaką znasz? Równie dobrze mogłabyś ich porównać, nie wiem, do praktycznie wszystkiego. Potter nie był zakochany z wzajemnością i nie wykorzystujący swoich atutów, on wykorzystywał swoje atuty bardzo nachalnie. Syriusz nie był rozkosznym rozrabiaką, był chłodnym chamem, przynajmniej w piątej części oryginalnej powieści, nie w słodkich fanfickach. Pan kujon, a i owszem, bo w tekście Rowling pan Karkarow zaszedł całkiem daleko. Doszukiwanie się tutaj jakiegoś związku pomiędzy nimi a Huncowtami uważam za po prostu śmieszne, bo, jak sama zauważyłaś - Victor jest dupowaty, Tosiek nie jest ani trochę podobny do Syriusza, bo jest od niego wrażliwszy, co widzimy po jego reakcji na wspomnienie matki i o wiele pogodniejszy. A Karkarow jest kujonem, ale raczej dalekim od Lupina. Jego mentalność można poznać bliżej w najnowszym rozdziale, szkoda, że nie chciało Ci się go już przeglądać. Nie wiem, jakich argumentów mam używać, bo nie rozumiem, dlaczego Ci się kojarzą z Huncwotami. Nie są podziwiani w całej szkole ani ponadprzeciętnie uzdolnieni na każdym możliwym polu jak tamci, a i wtedy nie byliby jak Rogacz, Łapa i Lunatyk. Są po prostu inni. Nie potrafię Ci tego wytłumaczyć, bo Ty nie wymieniłaś praktycznie żadnych cech wspólnych.
4. Michaił ma coś wspólnego z Glizdogonem? W którym miejscu? Glizdogon był tchórzem i zdrajcą, Misha jest natomiast idealistą, wierzącym w swoją rację. Jest "tym złym", fakt. Ale ostatecznie oni wszyscy byli "tymi złymi", co wiemy z treści oryginalnej powieści , znaczy wiemy, że Dołohow i Karkarow byli. Więc o co, kurczę, chodzi? Nic mnie tak nie irytuje, jak bezpodstawne oskarżanie o zżynanie.
5. Wątek z Nadią NIE jest ani trochę podobny do wątku z Lily. Tak, jest miłością z wzajemnością, bo szczeniaki mają to do siebie, że jeśli na siebie ładnie spojrzą, to już im się wydaje, że to wielka miłość jest. Myślałam, że przez wielokrotne zaznaczenie naiwności tego związku, dałam wyraźnie do zrozumienia, że tutaj nie ma mowy o wielkiej życiowej miłości, czy czymś takim, ale o zwykłym zadurzeniu dwóch szczeniaków. Co więcej, w ostatnim rozdziale widać, że "randka" w Petersburgu najwyraźniej była równoznaczna z obustronną deklaracją uczucia i oni oboje już ze sobą są. Nie, nie biegają za sobą, Victor jej nie będzie gonił, ani ona jego. Bo już się złapali.
6. Kolejne, co mnie denerwuje, to zarzucanie banalności i głupoty, kiedy do niej wcale jeszcze nie doszło. Nie wiesz, CZY Victor zabije Sorkina, nie wiesz też DLACZEGO. Wiesz tylko, że na procesie POWIEDZIAŁ, że go zabił, i to nie z polecenia Czarnego Pana, nic więcej. Nikt nie sprawdzał, czy Victor mówił wtedy prawdę, zauważyłaś?
7. Nie, wątku Elizaviety nie rozwinę. Opowiadanie jest opowiadane (powtórzenia rlz.) z punktu widzenia chłopców, którzy przecież nic o Naretowej nie wiedzą. Wiedzą, że ma ładny gust, jest kobieca, i ma fajny tyłek. I właśnie o to w jej wątku chodzi. Antoś nie pałał do niej miłością, fascynacją - pałał pożądaniem, dokładnie tak to opisałam i dokładnie to miałam na myśli.
8. Ja o słowiańskiej arystokracji, przynajmniej tej z opowiadania o Victorze, wiem wszystko. W żadnym rozdziale nie umieściłam na ten temat stosownej informacji, bowiem nie odczuwałam ku temu potrzeby. W fabule to ni nie zmienia, a Czytelnicy pomarliby z nudów, kiedy zobaczyliby takie straszne opisy. Opisy są fajne. Świat przedstawiony też. Ale w tekście literackim, w dobrym tekście literackim, wszystko powinno mieć swój cel. Nawet opisy i świat przedstawiony. Rodzina Victora, oprócz tej, którą już pokazałam - Misha, z którym się przyjaźnił i nadopiekuńcza matka - oraz oprócz tego, że stosunek arystokracji do poczynań Voldemorta nie był jednoznaczny, nie ma już żadnej roli do spełnienia. Absolutnie żadnej. Rowling stworzyła całe drzewo genealogiczne, ale kto to pamięta? Ja umierałam z nudów, kiedy o tym czytałam. Rodzina jest dopracowana, ale w opowiadaniu nie występuje, bo opowiadanie nie jest o świecie czarodziejów, jest o konkretnym czarodzieju.

Kanon:
Cóż, mój angielski jest co najmniej dobry. Pogrzebałam i znalazłam, że rówieśnikami nie byli. Tutaj też wspomnę o tych nieszczęsnych Doorsach, bo mnie uraziło, że wyszło na to, że niby tego nie przemyślałam. Jak napisałam, daty i wiek chłopców są pokręcone, odmłodziłam ich. Po gazetach i tym, co się dzieje, można się łatwo zorientować, że mamy coś około roku 1980, czyli pierwszej wojny z Voldemortem. Wtedy Doorsi już byli. Antek i Igor byli dawno po szkole. Ale to ten kanon, za który mi punkt - słusznie - już odjęłaś. Nie muzyka jest nie na miejscu, ale bohaterowie.

Marysuizm:
Nie wierzę w marysuizm. Tylko w literaturze pozytywistycznej pojawiali się bohaterowie tak niemożliwie szarzy, prości, zwyczajni i nudni, jakich ostatnio trzeba tworzyć, żeby być *fajnym*. Nie lubię tej głupiej mody i czepianie się o to, że Antonin jest przystojny, nie jest do końca sensowny. Przystojni chłopcy istnieją. Serio. Co do podobieństwa do Huncwotów, napisałam wyżej co myślę. Po prostu nie widzę tego, co Ty. Nie widzę, w którym miejscu są podobni do Huncwotów oprócz tego, że są przyjaciółmi i że wśród nich jest kujon. Oni są po prostu inni, kompletnie.

Błędy:
*„Nigdy uśmiechnięty, nigdy radosny(…)” – jakoś dziwne to brzmi. Nie mogłoby być „Nigdy nie był uśmiechnięty, ani radosny”? (rozdział 1); - mogłoby być, ale nie było i błąd to z całą pewnością nie jest.
* „Tia, pan połyka w całości(…)” – tia? (rozdział 1); - tak, "tia". Stylizacja mowy na mowę potoczną, zabieg całkiem powszechny i z całą pewnością nie będący błędem.
*„Biedny, naiwny Victor nie wiedział jeszcze, że oto rozpoczął się początek reszty jego życia.” – „początek reszty”? Tzn. co? Bo nie rozumiem. „początek końca”, „całkiem nowy etap/rozdział”. (rozdział1); - nie, początek reszty. Miał jedno życie, rozpoczął drugie. Coś się skończyło , coś się zaczęło. To też nie jest błąd. Nie wmawiaj mi, że wiesz lepiej, co chciałam napisać, to dalej jest mój tekst.
* „Victor i Antonin wydali z siebie zgodny, przepełniony niewyobrażalnym dla zwykłego, prostego człowieka bólem jęk” – „Victor i Antonin wydali z siebie zgodny, przepełniony niewyobrażalnym – dla zwykłego, prostego człowieka – bólem jęk” tak bym to napisała, ale spytam jeszcze kogoś bardziej doświadczonego i dam Ci znać(rozdział4); - nie. Zdanie, które chciałaś oddzielić, nie jest wtrąceniem, bo nie jest nawet zdaniem.
*„Było raczej chłodno - chłodno, ale pięknie.” – no, raczej, wszak zima na dalekim wschodzie. Skromnie proponuję „dość” zamiast nieszczęsnego „raczej” (rozdział5); - znowu to samo. Nie wmawiaj mi, że wiesz lepiej, co chciałam napisać. 0, -5 stopni nie jest "dość" zimną zimą, jest raczej zimną zimą. Przynajmniej w Rosji. A jesteśmy w Rosji tak długo, jak długo trzymamy się tekstu.

Jeśli chodzi o resztę, to te durne powtórzenia i literówki poprawiałam setki razy, ale serwer nie chce tego zapisać. Kilka dni temu, jeszcze przed wystawieniem oceny, znowu to poprawiałam, aj, zaraz sprawdzę, czy tym razem się udało. Nie mam pojęcia, z czego to wynika, ale powinnam była to sprawdzić przed wrzuceniem rozdziału, moja wina.

* „Odgonił go prostym gestem, jak gdyby odganiał wyjątkowo natrętną muchę.” – nie cierpię tego porównania. Wyjątkowo natrętne muchy odganiam przez rzut papciem (co jest bardziej skoordynowanym gestem), a Ty? (rozdział1); - Ja ręką, kiedy mucha mi bzyka koło ucha. Kapciem jest wtedy wyjątkowo niehigienicznie, bo dom mam duży, do tego z ogrodem, więc machanie podeszwami koło twarzy byłoby średnio fajnym pomysłem. To nie jest błąd.

Ta posadzka w jadalni to niezła gafa, fakt. Szybciutko wezmę się do poprawienia.

* „(…)on będzie mógł w spokoju pouczyc się na egzamin z właściwości korzeni roślin długowiecznych, jednak otoczenie skutecznie mu to uniemożliwiało. (…)Victor miał więc ciszę, miał spokój i miał materiały do nauki. Brakowało mu tylko odrobiny dobrej woli.” – w takim razie, to nie otoczenie było winne. I literówka – pouczyć (rozdział2); - Najpierw otoczenie mu to uniemożliwiało, potem Victor poszedł do biblioteki, gdzie miał spokój i cieszę. Związek przyczynowo-skutkowy.
*„Maluchy rozkładały talerze, podawały żywność, rozlewały napoje, ścierały ewentualne nieczystości. Wszystko zgodnie z tradycją.” – jeśli się nie mylę, w tradycji rosyjskiej panuje metoda zwana właśnie rosyjską (czasami rodzinną) - to nie jest kultura szwedzka? Przyznam Ci się, że nie wiem. Ale na myśli nie miałam mugolskiej tradycji, o jakikolwiek kraj by nie chodziło, chodziło mi wyłącznie o tradycję Durmstrangu, w którym panują bardzo surowe stosunki hierarchiczne i miało to pokazać, jak czarodzieje po dziś dzień manifestują uległość skrzatów. Nie ma hybrydy. Są czarodzieje.
*epidemia grypy – jeśli jednego dnia świeciło słońce (a grzało nieźle według Twoich opisów), a następnego dnia powietrze lodowaciało, to faktycznie można zachorować, ale nie podczas jednej nocy (poza tym domyślam się że w szkole o takiej dyscyplinie skrzaty nie zwykły leżeć do góry brzuchem i powinny dbać (zważywszy na panujące warunki atmosferyczne) o ogrzewanie całą dobę), a i tak trzeba by spać na golasa i w mokrych włosach (rozdział4); - wielokrotnie wspominałam o nieszczelnych oknach. Poza tym, grypa jest chorobą zakaźną, ostatnio o tym głośno, powinnaś była wiedzieć. Starczy, że jedna osoba zachoruje, potem jest już z górki. I nigdzie nie napisałam, że to wybuchło z dnia na dzień.
*„Ludzie - psy od zawsze go fascynowali.” – a nie ludzie-wilki? I bez spacji (rozdział4); - znowu próbujesz mi wmówisz, że wiesz lepiej niż ja, co miałam na myśli. Ludzie-psy, określenie pejoratywne użyte z premedytacją, spełniający swoją funkcję środek stylistyczny.
* „Z niewielkiego radyjka stojącego na komódce przy łóżku lecieli zabronieni przez socjalistyczną cenzurę Doorsi.” – och, obawiam się, że nie mógł ich słuchać. Zespół powstał w 1965, a według moich obliczeń akcja toczy się ok. roku 1950 lub nieco później (por. pkt. Kanoniczność)(rozdział6); - omawiałam powyżej. Biorąc pod uwagę poprawki na wiek chłopców, Doorsi są w porządku.
* „Litości, nie jesteśmy na Syberii.” – nie? - nie. :) Ja wiem, gdzie Durmstrang jest i to starczy. W tekście są na ten temat wyłącznie nieistotne wzmianki, ale zapewniam Cię, że zamek swoje miejsce ma, mam nawet na komputerze taką mapkę z zaznaczoną w paincie kropką.

1. Zauważyłam, że w niektórych miejscach stosujesz krótkie myślniki, czyli dywizy, a powinny być półpauzy, czyli długie. Na niektórych czcionkach tego nie widać, ale tzw. minusy stosujemy tylko w łączeniach wyrazów np. biało-czerwony. W całej reszcie przypadków m. in. w dialogach – półpałzy. - mój komputer odmawia współpracy pod tym względem, a autokorekta edytora tekstu, którego używam, nie zawsze działa tak, jak powinna. Estetyczniej jest, kiedy wszystkie dialogi zapisuję w ten sam sposób, a półpauz stworzyć nie jestem w stanie. Nie moja wina.
2. Niepokoi mnie Twój sposób zapisu wypowiedzi bohaterów z notami odautorskimi. Też mam z tym zwykle problem i zawsze szukam po różnych książkach sposobu zapisywania długich wypowiedzi z częstymi wtrąceniami narratora. Ostatecznie, piszemy wszystko w jednym ciągu, bez akapitów (por. rozdział4). - nie jestem pewna, czy rozumiem, bo nie podałaś przykładu. Ale to, czy zapisać to w kolejnym akapicie, czy nie, zależy głównie od treści dialogu i narracji. Dzielenie na akapity nie jest trudne.
3. Ostatnia kwestia, która też zawsze mnie gryzie. Zapis myśli. Osobiście nie podoba mi się taki bez niczego, że tak to ujmę. Odsyłam tu. - forum Mirriel nie jest dla mnie żadnym autorytetem, na forum Fahrenheita, gdzie jednak są osoby, które się na tym serio znają, bo przecież redaktorzy i pisarze ogólnopolskiej sławy, znalazłam informacje, że zapis, którego używam, jest poprawny.

Grafika i estetyka:

Kwestia oczywiście sporna. Ale dobrze by było, gdybyś wiedziała, że wyświetlanie grafiki, a przede wszystkim kolorów, jest w dużej mierze uzależnione od monitora. Na moim wszystko jest czytelne, na komputerze dziewczyny, która obrabiała mi grafikę, również. Na komputerach moich przyjaciół podobnie. Na Twoim nie, czego wiedzieć nie mogłam - a w konsekwencji poprawić tego też nie mogłam. I dalej nie mogę, bo nie wiem, kiedy będzie dobrze, do tego trzeba by było profesjonalisty, a ja takowego nie znam.
Co do autora obrazka, to sama nie czuje się dobrze z tym, że go tam nie umieściłam, ale niestety, rysunek zapisałam kiedyś na komputerze bez linka do galerii i autor pozostał anonimowy. Źle mi z tym i zgadzam się z Tobą, moja brzydka wielka wina.
Ale co do tekstu Szekspira, to już inna para kaloszy. Jak to zwykle komentuje moja polonistka - nigdy nie należy obrażać czytelnika najbardziej oczywistymi oczywistościami. To jest najbardziej znany cytat dramaturga, no, niech będzie, jeden z najbardziej znanych. Myślałam, że takie rzeczy się wie. Nie pisze się na stole "to jest stół", ani na pilocie "Tutaj naciśnij, żeby włączyć telewizor".

Dodatki:
Przede wszystkim, to nie było do końca tak, że w Średniowieczu autor nie miał znaczenia, on się nie podpisywał, bo nie zależało mu na sławie - bo pisał dla chwały Boga, dla kościoła. Użycie tego porównania jest jak najbardziej niezrozumiałe i niedorzeczne, bo nie chcesz, żebym pisała o sobie, tylko o moim "utworze".
Nie dodałam nic więcej, bo Victor to moje dziecko i nie mam zamiaru zdradzać nikomu, kim był ojciec. Tak bym to nazwała. Ale fakt, komuś się to może nie podobać.

Ogólne wrażenie:

Porównanie do Pana Tadeusza mnie zabiło. Kolejność wchodzenia w Durmstrangu miało znaczenie zgoła inne niż u Mickiewicza. Tam podkreślało patriarchalny ustrój Soplicowa, oraz to, że wszystko było zgodne z harmonią, dobre, uporządkowane, piękne i w ogóle było cacy. W Durmstrangu pokazywało to, że:
- dyrektor jest wywyższony do rangi przywódcy,
- istnieje duży dystans w stosunkach nauczycie-uczeń,
- zasady i regulaminy to coś, co Durmstrang lubi najbardziej,
- wszystkie zasady są b. mocno przez wszystkich respektowane.
Lektura jeszcze nie przerabiana, co? Albo przerabiana niedawno, stąd nieuzasadnione skojarzenie.
Jeśli chodzi o wschód i zimę, to byłabym wdzięczna, gdybyś napisała, co Ci w tym przeszkadza, bo punkty niby za to poodejmowałaś , a słowem nie pomknęłaś, co Ci w tym tak właściwie nie gra.



Jeśli chodzi o moje ogólne wrażenie, to z oceny nie jestem ani trochę zadowolona. Nie była konstruktywna, była zwykłym czepianiem się, a Ty na każdym kroku próbowałaś mi udowodnić, ze moich chłopców wzorowałam na Huncwotach, na co nawet nie miałaś nawet solidnych argumentów. Być może to przez to, że Twoja ocena była taka szybko, nie zdążyłaś się przyjrzeć tekstowi i odjęłaś mi punkty za rzeczy irracjonalne, zaś błędów, które faktycznie są w Victorze poważne, zwyczajnie nie zauważyłaś. Wydaje mi się, że jednak oceniłaś mnie subiektywnie. Chciałaś zrobić pośmiewisko (sama taka deklaracja pod oceną wydaje mi się chora, przy okazji, i wyjątkowo niegrzeczna), od czego się powstrzymałaś, ale i tak podoczepiałaś się do rzeczy, do których nie miałaś o co. Nie, absolutnie, nie wykłócam się o lepszą ocenę. Wątpię, żeby mi przysługiwała, nawet po poprawkach. Ale obie się uczymy - ja pisać prozę, Ty wyrażać opinię, czy tam pisać oceny, które można by podciągnąć pod coś w rodzaju recenzji, zwracam Ci więc uwagę na to, o czym powinnaś pamiętać, i może zwrócić trochę więcej uwagi, przy pisaniu kolejnej oceny.
Jeśli chodzi o rzeczy, które by mi pomogły, to zwróciłaś mi uwagę na kilka powtórzeń, których wcześniej nie widziałam. Kiedy to zacznie działać, na pewno popoprawiam.

I dziękuję za poświęcony czas, oczywiście.
Pozdrawiam.

Sachel Sachel.mylog.plwtorek, 28.kwietnia.2009, 19:44
77.254.14.3

Dziewczyno. Pomyśl trochę, sprawdź ocenę, zanim ją wrzucisz. Mówisz, że rzetelna i dokładna, a nie wiesz nawet, ile Victor ma lat, ani jak ma Nadia na nazwisko. O błędach ja się nie wypowiem, bo ja nie polskiej narodowości i wciąż się uczę, ale treściowo Ishke ma wiele racji. Dodam, że najwięcej punktów jej za grafikę i estetykę odjęłaś, i to w dwóch kategoriach, a to przecież ocena opowiadania, trochę to głupie. I miała racje, wyświetlanie zależy od monitor - wyświetlanie kolorów i kontrast pomiędzy nimi, ustawienia fabryczne są różne, zazwyczaj zależą od jakości.

Beatryś Beatryś.mylog.plśroda, 29.kwietnia.2009, 18:47
79.162.94.132

*hum hum hum*
To się pośmiałam.
I naprawdę nie wierzę, Ish, że to JA poleciłam tę „ocenialnię”. Ale cóż, kiedyś miałam o niej lepsze zdanie. A teraz, gdy CHIKACHEV zdobył punkt mniej niż pierwsza wersja mojego gniota… COŚ tutaj naprawdę jest nie tak. Honoru pana C. jestem gotowa bronić rękami i nogami. I taki też mam w pewnym sensie zamiar.
Najbardziej rozbawiły mnie błędy interpunkcyjne popełnione, o losie, w ocenie. Pani Bodziek wydaje się mieć z nią przeogromne problemy. I, gdybym była chamska i miała paskudny charakter to… [Kurczę, ja jestem z natury chamska i mam paskudny charakter] to żmudnie zacytowałabym wszystkie, ale to wszystkie potknięcia. Ale, OMG, chyba jednak zwycięży moja najbardziej dominująca cecha charakteru, czyli lenistwo.
Chociaż nie, nieudolne próby poprawienia domniemanych błędów Ish przez panią B. powaliło mnie na kolana. Skoro tak bardzo chcesz ją czegoś nauczyć, pozwól, że i ja nauczę ciebie.
* mimo, że fajka zaraz mu wyleci – uwielbiam ten błąd. Można go popełnić przez nieuwagę RAZ. Kilka razy w tekście świadczy o niewiedzy. I to dotkliwej. Spójniki MIMO ŻE, POMIMO ŻE, JAKO ŻE etc. SĄ logiczną (jak sama zaznaczyłaś – nie znosisz nielogiczności) całością i nie popełniamy takich głupot jak ROZDZIELENIE ich przecinkiem. Ekhem.
* Tak, zapowiada się ciekawie, jak reklama herbaty Lipton trójkąciki. – pomijam już fakt, że najprawdopodobniej w zamierzeniu to porównanie MIAŁO być śmieszne. Hahaha, to się pośmialiśmy. ZNOWU. Cokolwiek miałaś na myśli, przecinek ŹLE postawiłaś. Mamy tu do czynienia z PORÓWNANIEM. Zwykłym porównaniem, czasownika brak, więc, NA BÓR, zabierz ten przecinek.
* Pojawia się też Nadia, pierwsza miłość Victora. Życie dalej toczy się spokojnie, wszak Anglia jest daleko, daleko, można zająć się grą w kości, albo narzekaniem na własną głupotę – żeby nie zostać posądzoną o gołosłowność, zacytowałam CAŁE zdanie. Jak zapewne wiesz (oj, chyba NIE wiesz, skoro popełniłaś błąd z podobną konstrukcją ładnych parę razy) przecinek przed „albo” tylko w sytuacji „albo…albo” i wtrącenia (którego NIE ma w twojej wypowiedzi). Podobnie rzecz ma się z „ani…ani”, „lub…lub”. Prawda, że logiczne?
* Myślę, że skoro chciałaś zbudować pewien klimat (bo chyba o to chodziło) wystarczyło by powtarzanie tylko jednej sentencji np. to, że pierwsze miłości (ochach!) są takie niewinne. – przecinek pierwszym nawiasie. Poza tym WYSTARCZYŁOBY. Nie wierzę, że nie wiesz. Cząstkę „by” piszemy łącznie z czasownikami w formie osobowej, rozdzielnie z bezokolicznikami.
* Nasz bohater, jest, jak mniemam, nieco rozpieszczony, przy czym cholernie leniwy i trochę sierota – ostatnio na takim jednym, całkiem fajnym forum, ktoś podobną przypadłość nazwał bodajże przecinkozą (prawda, że ładnie?). Jak wiemy, nadgorliwość gorsza jest od faszyzmu i tego się trzymajmy. Po kiego ten przecinek po bohaterze? Poza tym wartość stylistyczna „trochę sieroty” jest wręcz nieoceniona.
* świętej trójcy – związek frazeologiczny zaczerpnięty z Biblii. Wielkimi literkami, kotuś.
* ginie bez słuchu – wyborne, wyborne! Po takim czymś mam ochotę się zabić, zakopać i odkopać, a potem jeszcze raz zabić. Niesłychane, błędy frazeologiczne popełniane przez nieświadomych uczniów są po prostu przezabawne. W oryginale brzmi „słuch po nim zaginął”. Coś ci dzwoniło, ale niestety nie w tym kościele.
* wspólnego z śmiercią starszego kuzyna – oczywiście wiedziałaś, że ZE śmiercią.
* stworzyła ją nie tylko dla pana Igora, albo dla porównania z siostrą. – to już sobie tłumaczyłyśmy, da?
* pełno etatowo – łącznie, słonko
* Według angielskiej wikipedii Antek w 5 tomie, czyli w 1995 miał koło sześćdziesiątki, ale nie dam sobie niczego uciąć – to masz źródło informacji nieziemskie po prostu. Nie trzeba ukończyć dziesięciu fakultetów, żeby stać się redaktorem wikipedii. Dlatego informacje te trzeba selekcjonować i konsultować z innymi źródłami. Jako oceniająca winnaś wiedzieć, czym jest HPlexicon. Naprawdę.
*„Nigdy uśmiechnięty, nigdy radosny(…)” – jakoś dziwne to brzmi. Nie mogłoby być „Nigdy nie był uśmiechnięty, ani radosny”? (rozdział 1); - proszę, nie szerz takich herezji! Nie robisz za edytorkę ani betę.
* „Tia, pan połyka w całości(…)” – tia? (rozdział 1); - nie skomentuję. Apogeum głupoty.
*„Biedny, naiwny Victor nie wiedział jeszcze, że oto rozpoczął się początek reszty jego życia.” – „początek reszty”? Tzn. co? Bo nie rozumiem. „początek końca”, „całkiem nowy etap/rozdział”. (rozdział1); Może nie masz warunków, żeby zrozumieć? Cokolwiek.
* „Victor i Antonin wydali z siebie zgodny, przepełniony niewyobrażalnym dla zwykłego, prostego człowieka bólem jęk” – „Victor i Antonin wydali z siebie zgodny, przepełniony niewyobrażalnym – dla zwykłego, prostego człowieka – bólem jęk” tak bym to napisała, ale spytam jeszcze kogoś bardziej doświadczonego i dam Ci znać(rozdział4); - kotuś, nie wymyślaj! Czy naprawdę na każdym kroku musisz podkreślać swoją niekompetencję?
*„Było raczej chłodno - chłodno, ale pięknie.” – no, raczej, wszak zima na dalekim wschodzie. Skromnie proponuję „dość” zamiast nieszczęsnego „raczej” (rozdział5); - Omg, że już tak powiem. Raczej nieszczęsna uwaga. Słyszałaś kawał o Rosjanach, którzy przy minus dwudziestu idą popływać. Całkiem dobry (gdyby nie był tak żenująco głupi), a i sporo o mentalności mówi. Mam nadzieję, że sama potrafisz wyciągnąć z tego wnioski.

* „Odgonił go prostym gestem, jak gdyby odganiał wyjątkowo natrętną muchę.” – nie cierpię tego porównania. Wyjątkowo natrętne muchy odganiam przez rzut papciem (co jest bardziej skoordynowanym gestem), a Ty? (rozdział1); - TY nie cierpisz. TY odganiasz kapciem. Mogłaś chociaż starać się zachować pozory OBIEKTYWIZMU.
* „(…)on będzie mógł w spokoju pouczyc się na egzamin z właściwości korzeni roślin długowiecznych, jednak otoczenie skutecznie mu to uniemożliwiało. (…)Victor miał więc ciszę, miał spokój i miał materiały do nauki. Brakowało mu tylko odrobiny dobrej woli.” – w takim razie, to nie otoczenie było winne. I literówka – pouczyć (rozdział2); Ish ci to już ładnie wyjaśniła, jak zauważyłam kątem oka. Ty kochasz logikę, najwyraźniej ona już ciebie nie bardzo.
* na klęłam – naklęłam się
Taaak, wiem, że to niby nie ja tu od wypisywania błędów, ale jak wcześniej się już zapowiedziałam, charakter mam paskudny. Jeśli bierzesz na siebie poprawianie innych, powinnaś mieć o tym jakieś pojęcie. Niestety, masz nikłe, co udowadniasz każdym kolejnym zdaniem. Odnoszę wrażenie, że w jakichś 80% nie zrozumiałaś tekstu.
Wiesz co, zazwyczaj nie rzucam się na oceniających. Nie jestem krwiożerczym stworzeniem. Masz jednak tego pecha, że Chikacheva uwielbiam. A że zazwyczaj czytuję teksty na określonym poziomie, czuję się osobiście dotknięta taką oceną. I tu już nawet nie chodzi o to, że poucinałaś punkty za nic. Tu chodzi o to, że zielonego pojęcia o argumentacji nie masz, z interpunkcją i stylistyką też na bakier raczej. Nie tędy droga, oj, nie tędy. Możliwe, że ktoś ci kiedyś niesłusznie powiedział, że jesteś przemądra i przepięknie władasz językiem polskim. Czas spojrzeć prawdzie w oczy – ani jedno, ani drugie prawdą nie jest. Przemyśl gruntownie, czy to wszystko naprawdę ma sens.
Zastanawiam się, z czego wynikało: „Mimo tego, że miałam ochotę zrobić z Twojego bloga pośmiewisko. Jak podejrzewam – z czystej zazdrości. Ja też zazdroszczę Ish. Świetnie pisze, musisz przyznać, choć zapewne nie chcesz. Jednocześnie doskonale podsumowałaś poziom swój i swojej ocenialni. Przykre i jednocześnie żenujące przeciętnego odbiorcę. 
Cytując innego klasyka z kanonu lektur obowiązkowych do egzaminu maturalnego, zawołam: „Kończ waść, wstydu oszczędź”
I czy kogoś obchodzi to, czy to na miejscu? Ważne, że mi się wpasowało i wreszcie mogę się pochwalić – przeczytałam Potop! Czuję się, bezsprzecznie, lepszym człowiekiem.
A., z niesmakiem klikająca „dodaj”
PS Proszę się nie urażać. Ot, zwykła polemika. Wykorzystuję moje prawo do wolności słowa, które otrzymałam, jak każdy obywatel tego pięknego kraju nad Wisłą, na mocy konstytucji z 1997 roku.
PPS Pozdrawiam serdecznie.

Fama Fama.mylog.plczwartek, 30.kwietnia.2009, 00:24
87.205.41.14

Kpina, aż słów mi brak. Zarzucasz wzorowanie się na rowlingowskich schematach, chociaż nie potrafisz dobrać słów, którymi byś to potwierdziła. Ocena kompletnie nieobiektywna, do czego sama się na końcu przyznajesz. Stwierdzenie, że chciałaś zrobić sobie z Ishie pośmiewisko było chamskie i niepoważne, a wystawiłaś nim opinię nie o chikachevie, ale o sobie samej. Małe "przepraszam" byłoby bardzo na miejscu.
Podsumowując powyższe wypowiedzi, dochodzimy do wniosku, że wytknęłaś błędy, których nie było, podoczepiałaś się do rzeczy, które sama sobie dopowiedziałaś, znalazłaś marysuizm, chociaż nie byłaś w stanie go w żaden sposób dookreślić i nie zrozumiałaś większości tego, co przeczytałaś. A że tekst był na tyle dobry, że pomimo tego, że bardzo się starałaś, on sam się obronił, to poodejmowałaś jej punkty za szablon (czyli za to, że masz inny monitor niż my) i za to, że Victor ma na nazwisko tak, jak jakiś artysta, którego trzy dni temu znalazłaś w googlach, bo ogólnoświatowej sławy to on nie jest i nie wierzę, że ot tak Ci się skojarzył, kiedy zobaczyłaś adres bloga. W życiu o gościu nie słyszałem, nawet wspomniane google niewiele o nim wiedzą, sprawdzałem.
Jakieś ogólne wnioski?
Według mnie ten tekst Cię zwyczajnie przerósł. Nie byłaś w stanie odnaleźć ukrytej symboliki w charakterach ani wyłapać sensu wprowadzanych wątków. Czytałaś po łepkach, myląc podstawowe fakty, jak te, które przywołał Sachel. Z góry założyłaś, że opowiadanie Ishke jest historią dwunastolatki, która chce stworzyć sobie narcyzowaty odpowiednik Syriusza, utworzyć swoje alter ego w jakiejś dziuni i opisać kolejną historię wielkiej miłości a la Lily i James. A ta historia jest o czymś kompletnie innym i już w prologu widzimy, że kolorowo nie będzie. Jasne, że chikachevowi daleko do arcydzieła światowej klasy, nie myśl sobie, że ktokolwiek z nas uważa to opowiadanie za prawdziwą perłę, czy coś podobnego. Ale jeśli chodzi o fanfiction, to jest z pewnością o wiele dojrzalsze, niż większość z tych, z którymi miałaś do czynienia. Ale tego nie zauważyłaś. Może faktycznie Twoja ocena była po prostu szybka i przez to nie wczytałaś się dokładnie, nie wiem, nie mnie oceniać. Skoro Beatrice poleciła, sądziliśmy - i dalej sądzimy - że jakiś tam potencjał do wyrażania opinii masz. Ale podczas oceniania historii Victora pokazałaś siebie w wyjątkowo niekorzystnym świetle. Do tego było cholernie nieobiektywnie. Jasne, nie da się *obiektywnie* powiedzieć, czy lubi się zupę pomidorową, bo - jakby nie było - Twoje zadanie sprowadza się do podobnego zadania. Ale da się osądzić, czy była dobrze doprawiona, pomidory dobrze obrane, a woda nieprzypalona. To, że Victor wylądował na jednej półce z "The story of HogwarD's girls", cokolwiek tam robią również nieudacznicy Beatrice, uważam za osobistą obelgę. Obrażasz mnie, resztę czytelników, jak i samą autorkę.
Cytowanie fragmentów i odpieranie Twoich bezsensownych ataków sobie daruję, bowiem Ishie potrafi sobie radzić sama, zaś karygodne, wołające o pomstę do nieba błędy w Twojej wypowiedzi, wytknęła Ci moja przedmówczyni.
Byłbym zapomniał. Nawet gdyby Ishie spisywała cokolwiek z Pana Tadeusza, to z całą pewnością nie miałaby się czego wstydzić. Najwięksi tak robili, kiedyś będziesz się o tym uczyć. Tworzenie oparte na kontekście któregokolwiek spośród dzieł Mickiewicza, wieszcza narodowego, (którego Autorka opowiadania bardzo lubi, swoją drogą, właściwie, to go uwielbia i ze swoim marnym poczuciem własnej wartości w życiu nie odważyłaby się sięgnąć po kontekst Soplicowa, bo zapewne uznałaby to za akt dewastacji i wandalizmu pięknej krainy, którą wielbi. nie wyobrażasz sobie, jaka zła była na Prusa, że się łajdak ośmielił) jest aktem tworzenia tyle samo wartym, co wysilanie własnej wyobraźni. Kiedyś na pewno zrozumiesz.
Podpisuję się pod słowami moich poprzedników obiema rękoma.
A najbardziej, to mnie w tej ocenie śmieszy to, że próbujesz pokazać, że jesteś od Ishie mądrzejsza. Bo widzisz, nie jesteś. I w tym cały problem. Brakło Ci wiedzy, oczytania i umiejętności argumentowania stanowiska, żeby wypowiadać się na temat chikacheva.
Słowem zakończenia dodam, że masz wyjątkowo toporne poczucie humoru.

Fama Fama.mylog.plczwartek, 30.kwietnia.2009, 00:35
87.205.41.14

Pora późna, pamięć słaba. Jednak zapomniałem.
Kiedy będziesz próbowała się ustosunkować do naszych komentarzy, proszę, wytłumacz nam, co miałaś na myśli, nazywając Victora "kowbojem". Niezwykle mnie to nurtuje.

Fama Fama.mylog.plczwartek, 30.kwietnia.2009, 19:39
87.205.41.14

Twój blog jest widoczny publicznie, w związku z czym ocena nie jest sprawą pomiędzy Tobą a Autorką, ale pomiędzy Tobą a Czytelnikami Twojej ocenialni. I w żadnym , nawet najmniejszym stopniu, nie poczuwam się do bycia koleżanką Ishie, płeć mi na to nie pozwala.
Subiektywna byłaś podczas całej oceny, więc zimę i wschód mogłaś również spokojnie ocenić.
A odpisywanie na te wszystkie rzeczy, które Ci wypisaliśmy, byłyby w dobrym guście. Odpowiadać się nie chce? To się do oceniania nie bierze. Proponuję chociaż wyrzucić z oceny te śmieszne błędy, przestaniesz kompromitować samą siebie na stronie głównej oceniamy-ff.

Patrycja Patrycja.mylog.plczwartek, 30.kwietnia.2009, 20:41
89.174.181.41

Skończyłam czytać powyższą ocenę już w punkcie drugim, naprawdę.
Ja rozumiem oceniającą, że każdy ma prawo do swoich odczuć, do swojej krytyki. Ale umówmy się - TAKĄ krytykę możesz wystawić prywatnie, w komentarzach do Chikacheva. Umieszczając ocenę na oceniamy-ff jesteś jednak zobowiązana do zachowania choćby odrobiny klasy oraz godności, jak na TAKĄ (dawniej?) ocenialnię przystało. Dlaczego tak piszę? Między innymi dlatego: "...miałam ochotę zrobić z Twojego bloga pośmiewisko (sama nie wiem czemu)(...)." - o, proszę bardzo. Chyba nie trzeba tłumaczyć.
Ale niech będzie, dyskusja najwyraźniej się skończyła, a ja chciałam tylko dorzucić tu swoje zdanie, żeby nie było, że nie.   
Pozdrawiam.

Ok, Ishie chciała wygrać ten zakład i - jeśli tak dalej pójdzie - wygra.

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

2005
sierpien (3)
październik (3)
listopad (5)
grudzień (2)

2006
styczeń (1)
luty (4)
marzec (3)
kwiecień (3)
maj (4)
czerwiec (9)
lipiec (11)
sierpien (1)
wrzesień (2)
październik (1)
listopad (3)
grudzień (3)

2007
styczeń (2)
marzec (1)
maj (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
październik (1)

2008
styczeń (7)
luty (3)
marzec (3)
kwiecień (2)
lipiec (1)

2009
styczeń (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
lipiec (1)
sierpien (3)

2010
październik (1)

brak kategorii (89)
wszystkie (89)

ocena (1)ogłoszenie (1)

girl-with-a-fiddleindustrial-diseases

Do odstrzału dla Voldemorta
Przychodzi niespodziewanie
Slitherin
Hermionka
Lily Huncwotka
Hermiona Live
Nikka life
Precious
Kermit w Hogwarcie
Magic Of My Soul
Inna Strona Lily
Black sisters
Nellie
Vanessa Riddle
bliźniacy Weasly

Uchlana Maryśka
Panna Hermiona
Draco Malfoy Story
Ashley Potter
Życie, Miłość i Ból
Życie Lily
Meg and Syriusz
Caroline Cortez

Kiełkujące tfu!rczości
Turn The Page
Hogwarts Love
Potter Black
Lily, James i reszta
Jennifer Summer
Evans-Potter
Bea Stone
Fay Malfoy

Zalążki artyzmu
Ja nikogo nie kocham2
Lea i Huncwoci
Hogwarts express
Lilyann E
The Story Of Hogward's Girls
Szklane listy
Złodzieje
Nie potrafie kochać
Hermiona-Malfoy
Cherise Vivien
Gdy zgasną światła
Dnd
Are you afraid (1)

Niemal oświecenie
Kalisha Rlz
Dziewczyna Syriusza - Jasmine
As clear as crystal
Are you afraid (2)
Miłość w Hogwarcie
Anna Abuckle
Cień Kruka
Zmierzch czarodziejów
Zielonooka Gryfonka
Zmierzch
Rose Roderick

Nagroda Nobla gwarantowana
Girl With A Fiddle
Industrial Diseases



OCENIENI